Przyszedłem nad jezioro, szukając spokoju. Zastałem tam tylko jednego wilka. Była to Valixy. Po krótkiej rozmowie, stwierdziłem, że jest bardzo miła, ma swój urok.
- Wiesz co, chyba pójdę popływać - powiedziałem i wbiegłem do wody, opryskując ją wodą.
- Ejj! - krzyknęła. - To jest zimne! - cofnęła się kilka kroków i położyła się trochę dalej, tyłem do mnie, uznałem, że warto wykorzystać tą sytuację. Wyszedłem cicho z wody, podbiegłem do niej, chwyciłem ją zębami za skórę, najdelikatniej jak umiałem i zaciągnąłem do wody.
- Co ty robisz?! - wrzasnęła, ale trochę za późno, bo już była w wodzie. - Dziękuję, nie trzeba było - powiedziała, po czym niespodziewanie skoczyła mi na plecy, lekko mnie podtapiając. Wynurzyłem się i zacząłem kaszleć.
- Wszystko w porządku? - zaniepokoiła się, a ja znów wykorzystałem sytuację i tym razem ja wepchnąłem ją pod wodę.
<Valixy? ;D>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz