- Lazuryt! - wołałam, gdy znów wpadłam w tarapaty. Mianowicie natknęłam się na niedźwiedzia, a ten chyba mnie pomylił z kimś groźnym i zaczął odganiać mnie od młodych... Za często mam pecha... Może to dlatego że urodziłam się w piątek trzynastego? Nie... Nie jestem przesądna. Właśnie się potknęłam, gdy uratował mnie z opresji (jak zwykle) Lazuryt. Odgonił niedźwiedzia i zwrócił się do mnie.
- Myślałem, że jesteś odważna...
- Chciałam zobaczyć, czy mnie znów uratujesz. Cały czas sprawia mi to przyjemność. - zaśmiałam się. Rzeczywiście chciałam tylko sprawdzić jego umiejętności. - No! Ruszajmy.
Szliśmy, biegliśmy znów szliśmy i tak dalej... W końcu zauważyłam dolinę. Piękną oblaną złocistym słońcem.
- Laz zobacz! Tam na pewno jest wataha! - ucieszona teleportowałam się w stronę skał. Moje szczęście nie zawodzi. Wpadłam na wilczycę.
- Przepraszam! - palnęłam. U mego boku pojawił się Laz. - Czy ty przypadkiem nie jesteś Alfą?
- Z kont wiesz? - zaciekawiona spojrzała mi w oczy.
- Tak jakoś. Intuicja... - skłamałam. Tak naprawdę przewidziałam jej przywitanie. - Mogła bym dołączyć? - zapytałam, choć znałam odpowiedź. Nie powinnam czytać w myślach alfie...
- Dobrze... - odpowiedziała podejrzliwie.
- Pokazała byś mi tereny?
- A to co? - spojrzała na Lazuryta.
- Ee... towarzysz...
- Nie przyjemny dla oczu...
- Bo to demon. - próbowałam ukryć śmiech. Wilczyca widać że młoda... - to jak pokarzesz mi tereny?
<Renesmee?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz