Kolejny już raz podniosłem obolałą łapę, po czym postawiłem ją na zimnej, lodowatej wręcz ziemi. Cichutki syk bólu i czynność się powtarza.
Kolejny raz, kolejny i kolejny... Mogłoby się zdawać, że tak w nieskończoność, a tereny kraina lodem skute nie mijają. Boże, w co ja się wpakowałem? Czym sobie na to zasłużyłem?
W piersi waliło mi serce, jego morderczy bieg dobiegał już końca. Zaraz miałem paść na ziemię i zasnąć, snem wiecznym.
Czy tak miała wyglądać moja śmierć? Zraniony, samotny wilk przemierzający bezludne tereny zaraz wyzionie ducha, a jego śmierć nikogo nie wzruszy. Przecież byłem nikim.
Nagle na horyzoncie ujrzałem promyk słońca, promyk nadziei. Jej ciepło rozlało się po moim ciele niczym zbawienie. Jej języki parzyły ostre szpony śmierci, której oddech czułem na karku.
Nie.
Przyśpieszyłem, silniejszy podmuch wiatru uniemożliwił mi dalszą wędrówkę. Śnieg zasypał nadzieję, przegrałem.
Niemalże w tym samym momencie dojrzałem parę błękitnych oczu. Przeszyły mnie na wylot, w tamtym momencie dałbym sobie łapę odciąć, że był to Anioł. Przyszedł po mnie, a jego zadaniem było doprowadzenie mnie dalej. Gdzie? Nie miałem pojęcia.
- Kim ty jesteś? - przez szum wiatru dało się słyszeć głos, brzmiał jak słodka melodia płynąca z najcichszych, najsubtelniejszych dzwonków.
- Jasper, oszczędź mnie... - wykrztusiłem osłupiały. - Proszę...
- Nie miałam zamiaru cię zabijać - odrzekła z lekką nutą pogardy w głosie. - Chciałam cię tylko poinformować, że znajdujesz się na MOICH terenach. A to niedopuszczalne - jej głos docierał do mnie jak gdybym był w tunelu, a wilk stałby na drugim jego końcu.
- Twoje tereny? - zamrugałem kilkakrotnie. - A więc jest tu jakaś wataha? - podchwyciłem, a serce zabiło mi mocniej.
- Owszem - kiwnęła głową.
- Przyjmijcie mnie, zrobię dla was wszystko... - miałem zamiar płaszczyć się przed waderą.
- Chodź - mruknęła i odwróciła łeb w przeciwną stronę. Posłusznie ruszyłem za nią, to ona była moją jedyną, prawdziwą i namacalną nadzieją.
Po chwili dojrzałem tereny skąpane w zieleni. Aż dech mi zaparło.
- Witaj w Gleam Of Hope, Jasper - wilczyca wypięła dumnie pierś. Jej futro mierzwił cieplutki wiatr.
- Jak mam ci się odwdzięczyć? - spojrzałem na nią z wdzięcznością.
- Em - najwyraźniej zbiłem wilczycę z tropu. - Po prostu... - odchrząknęła. - Uznajmy, że była to pomoc bezinteresowna.
- Jeszcze raz bardzo ci dziękuję, możesz śmiało liczyć na moją pomoc...
- Renesmee - przedstawiła się, a na jej pyszczek wpełzł uśmiech.
<Renesmee, zechcesz dokończyć?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz