Przewróciłam oczami.
-Chyba cię nie zjadło...-burknęłam pod nosem.
-Ale to tak znienacka wyszło z krzaków i...co to w ogóle było?-zapytała bezradnie
-To pewnie Santi.-uśmiechnęłam się sama do siebie.Byłyśmy już w watasze,a deszcze jeszcze bardziej padał.Nienawidzę wiosny,ale jeszcze bardziej jesieni...
-No to jesteśmy, widzisz nie pomyliłam drogi.-prychnęłam z lekkim ironicznym śmiechem.
<Amber,chcesz coś dodać?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz